Igor Chalka

no1

Slide Stories

IGOR CHALKA

Sędzia driftingowy / 38lat / Bratysława, Słowacja

Sędziowanie w driftingu to jedna z najbardziej wymagających ról w świecie motorsportu.


Na pierwszy rzut oka to tylko kilkadziesiąt sekund przejazdu, w rzeczywistości jednak za każdą oceną stoi ogrom wiedzy, doświadczenia i koncentracji. Aby naprawdę zrozumieć niuanse tej dyscypliny, potrzeba lat praktyki, obejrzenia dziesiątek tysięcy przejazdów, wyczulenia na detale oraz doskonałego „czucia” samochodu.

 

Sędzia musi nie tylko znać regulamin, ale także rozumieć fizykę jazdy w kontrolowanym poślizgu: siły działające na auto, balans, dynamikę przenoszenia masy czy precyzję operowania gazem i kierownicą.

 

Profesjonalna, obiektywna ocena przejazdu wymaga chłodnej głowy i odporności na emocje. W driftingu, gdzie widowiskowość idzie w parze z rywalizacją na najwyższym poziomie, łatwo ulec wrażeniu chwili. Dlatego znalezienie sędziego, który potrafi oddzielić sympatie od faktów i konsekwentnie trzymać się jasno określonych kryteriów, wcale nie jest proste.

 

Nasza liga ma w tej kwestii ogromne szczęście. Od wielu lat współpracuje z nami Igor Chalka ze Słowacji – główny sędzia serii, profesjonalista w każdym calu. To osoba, która wkłada w swoją pracę nie tylko wiedzę i doświadczenie, ale także serce. Skrupulatna, wymagająca i konsekwentna, a jednocześnie otwarta i pełna pasji. Dla nas to nie tylko autorytet w świecie driftingu, ale również dobry duch całego zespołu i po prostu przyjaciel.

 

Zapraszamy do lektury wywiadu z Igorem Chalką – niezwykle pozytywnym człowiekiem, który opowiada o driftingu nie tylko jako o pracy, lecz przede wszystkim jako o pasji, stylu życia i nieustannym dążeniu do perfekcji.

Każdy z nas ma ten jeden moment, w którym zaraził się driftingiem. 

Co sprawiło, że skierowałeś swoją uwagę akurat w tę stronę, że to drifting stał się dla Ciebie czymś więcej?

 

Pamiętam ten moment jak by to było wczoraj. Właśnie kupiłem swój pierwszy samochód – E39 525td i podczas wieczornej przejażdżki, na mokrym zakręcie wpadłem w poślizg. Byłem chyba tak samo przerażony, jak zafascynowany.


Od razu, gdy tylko ręce przestały mi się trząść, rozpocząłem poszukiwania informacji o technice jazdy bokiem. Bardziej doświadczeni koledzy z lokalnego klubu BMW pokazali mi, jak można kontrolować taki poślizg, wtedy też zobaczyłem pierwszy swap V8 w Alpina E36 i… przepadłem. Dotarło do mnie, że właśnie tym chcę się zajmować.


Jako sędzia? 
Taki był od początku plan, czy może bardziej przypadek?

 

W zasadzie przypadek. Najpierw poznałem utalentowanego czternastoletniego kierowcę, który latał swoim e36 m3 na jakimś zlocie. Nie wiedziałem co z tego wyniknie, ale po prostu powiedziałem mu, żeby zadzwonił, bo chciałbym mu pomóc w poszukiwaniu sponsorów. Rozpoczęliśmy współpracę i bardzo szybko zostaliśmy przyjaciółmi.

Z czasem udało mi się stworzyć własny team driftingowy z dwoma kierowcami.


Byłeś też ich spotterem?
 
Tak, zresztą w 2008 roku byłem chyba jednym z pierwszych spotterów w regionie. Pamiętam, że padały na paddocku pytania, czy wolno mi dawać kierowcom wskazówki. Zostałem więc jednocześnie menedżerem, spotterem i mechanikiem. Obaj kierowcy z mojego zespołu skończyli na pierwszym i drugim miejscu w Mistrzostwach Słowacji (KODS). Jeździli naprawdę świetnie i lubię myśleć, że moja praca choć trochę im w tym pomogła. 


Po kilku latach odszedł nasz główny sponsor, chwilę później zrezygnował młodszy kierowca. Organizator KODS zapytał mnie, czy chciałbym spróbować jako sędzia w najbliższym sezonie. Pomyślałem, że tak chyba miało być. Nie wiem, jak na mnie trafili, ale z miejsca powiedziałem „tak” i od tamtej pory jestem sędzią driftingowym… już 14 lat i mam nadzieję, że jeszcze wiele przede mną.

Można by powiedzieć, że miałeś szczęście, ale czy to przypadkiem nie właśnie moment, w którym przygotowanie spotyka się z okazją? Byłeś pewny swoich umiejętności i przygotowany na wyzwanie?

 

Można tak powiedzieć. Myślę, że byłem gotowy od chwili, gdy zorientowałem się, że nie ma pytania dotyczącego oceny, briefingów, ustawienia trasy, na które nie potrafię odpowiedzieć. Pomyślałem, że z tą wiedzą i doświadczeniem mogę uczciwie oceniać czyjeś przejazdy.

 

Jak to jest, gdy startujesz dopiero w roli sędziego?

Jak wygląda proces budowania autorytetu, tym bardziej wśród starszych i doświadczonych kierowców?

 

Nie wiem, jeśli mam być szczery. Zawsze jestem sobą. Słyszałem parę razy, że „Podobno budzę naturalny szacunek” i chyba coś w tym jest, bo jakby nie patrzeć przychodzi mi to naturalnie. Nigdy nie wymuszam go zajmowaną pozycją – po prostu traktuję ludzi tak, jak sam chciałbym być traktowany – uczciwie i z szacunkiem. Moim zadaniem jest sprawiedliwie ocenić przejazd zawodnika.

 

Tylko jak zdefiniować sprawiedliwą ocenę w sporcie, który z natury wydaje się subiektywny?

 

Mówię to zawsze wprost: nawet gdyby w finale startowała moja własna mama i popełniła błąd, to dostałaby taką samą ocenę jak ktoś zupełnie mi obcy. To bywa trudne, bo przez całą karierę oceniałem ludzi, z którymi łączy mnie wiele wspomnień. A jednak za każdym razem wybierałem sport i jego zasady. Fair play było dla mnie zawsze ważniejsze niż jakiekolwiek relacje.

Jak Twoim zdaniem będzie wyglądało sędziowanie driftingu za 5 – 10 lat? Nie boisz się czujników, kamer i AI?

 

Trudno powiedzieć, jak będzie wyglądało. Z pewnością będzie więcej technologii, pozwalającej widzieć i wiedzieć więcej. Więcej kamer i telemetrii, może coś jak „eagle eye” w tenisie. Natomiast ocena pozostanie w rękach sędziów. Przeszłość pokazała, że w motorsporcie zawsze znajdą się szare strefy, które ktoś chce wykorzystać. Myślę, że ludzkie oko i doświadczenie pozostaną niezastąpione.

 

Ocenianie pociąga za sobą pewien rodzaj feedbacku, także tego krytycznego, który znowu… nie zawsze bywa konstruktywny, a czasem wręcz kompletnie nieuzasadniony. Jak sobie z tym radzisz?

 

Jeśli popełnię błąd, to się do niego przyznaję i koniec. Staram się, by zdarzało się to rzadko i póki co myślę, że idzie mi bardzo dobrze. Jeśli ktoś nie zgadza się z moją oceną, przedstawiam fakty i tutaj moja rola się kończy.

 

A co, jeśli do tego wszystkiego dochodzą emocje?

 

Jeśli kierowca zrozumie, to faktycznie chciał wiedzieć. Jeśli nie zrozumie, to nie zrozumie cokolwiek bym powiedział. Ja po prostu staram się robić to z pożytkiem dla kierowcy, żebyśmy jasno rozumieli swoje punkty widzenia i argumenty. 

 

Chcę, by wszędzie gdzie pracuję, ludzie wiedzieli: tu będzie sprawiedliwie. Więc zachowuję spokój, zajmuję się faktami i tyle. Podejście do tematu z głową często rozwiązuje problem.

Czy można w zasadzie powiedzieć, że masz taki swój własny „kodeks”, którym kierujesz się w pracy sędziego?

 

Tak, pozostać profesjonalistą, nawet gdy emocje są u szczytu. Drifting zmienił się nieco od czasu moich pierwszych zawodów w roli sędziego, podczas King Of Drift Slovakia, jednak spokój i uczciwość zawsze były tutaj w cenie. Muszę odciąć się emocjonalnie i zawsze być fair.

 

Nawet podczas najbardziej wyrównanego pojedynku w historii?

 

Po prostu obserwuję, czy każdy robi swoją robotę za kierownicą. Nic więcej – czysta koncentracja.

 

Potrafisz tak po prostu odciąć emocje podczas oceniania? Czy jednak zawsze gdzieś pracują w tle?

 

Wiesz, nie jestem robotem i jak widzę świetny przejazd, to krzyczę, klaszczę. Czasem wkurzam się gdy ktoś dobrze jeździ na treningu, a w kwalifikacjach robi dwa zera. Żeby było jasne – to taka sportowa złość – po prostu jest mi szkoda, bo kibicuję każdemu kierowcy. Wiem, ile to kosztuje i ile pracy wymaga.

 

Zwracasz uwagę na opinie kibiców?

 

Wiesz co, podczas pojedynków w parach kibice skupiają się często na tym, jak blisko kierowcy są od siebie podczas przejazdu, na ilości dymu i wiesz, ogólnej efektowności. Natomiast należy zwracać również uwagę na takie detale, jak poświęcenie linii, kąta, drobne korekty czy strefy hamowania. Ale jest coraz lepiej. Czytam komentarze pod relacjami live i widzę progres.

Jak przygotowujesz się do zawodów?

 

Niektóre tory znamy już dosyć dobrze, więc wtedy to tylko logistyka. Jeśli jednak jadę gdzieś pierwszy raz, to po prostu sprawdzam plan eventu, lokalizację, oglądam mapy, wideo, onboardy i myślę… o linii, strefach, klipach, bezpieczeństwie i flow trasy. Potem planuję podróż, jadę na miejsce, objeżdżam tor „cywilnym” autem, ustawiam strefy, klipy, decel, finish.


Sprawdzam, czy mamy wszystko co potrzebne do wytyczenia trasy. Jeśli jest potrzeba, to wprowadzamy wspólnie korekty do mapy z briefingu. Później briefing i pierwsze przejazdy, które dają mi możliwość sprawdzenia, czy nie trzeba czegoś zmienić, komu ewentualnie muszę pomóc w lepszym zrozumieniu naszych oczekiwań.


Ach i od pewnego czasu zwracam szczególną uwagę na wymowę nazwisk. Raz przez pomyłkę źle wymawiałem nazwisko kierowcy. Każdy się śmiał pod nosem, a ja nie wiedziałem dlaczego. Dopiero później dowiedziałem się, że w mojej wersji jego nazwisko brzmiało… jak to delikatnie powiedzieć… jakby nie jeździł zbyt dobrze.

 

Co wskazałbyś jako najtrudniejsze podczas oceny przejazdu?

 

Sam przejazd nie jest trudny do oceny jeśli wiesz, czego oczekujesz i na co zwracać uwagę. Podchodzę do tego raczej w ten sposób, że zanim jeszcze zacznie się przejazd, ja wiem już jak powinien wyglądać taki na 100 punktów. Często jednak decydują minimalne różnice. Poza tym nie chodzi o jeden przejazd, lecz o koncentrację przez cały weekend oraz dostosowywanie się zmiennych warunków. 


Część kierowców na suchym, część na mokrym, cześć na półsuchym… wiadomo o co chodzi. To zawsze ogromne wyzwanie, by utrzymać równość ocen, nawet jeśli warunki się nie zmieniają.

 

Coś jednak musi być fundamentem, więc linia, styl, kąt?

 

W takim razie linia. Wiesz, drifting jest złożony i wszystko jest ważne, ale jeśli mam wskazać fundament, to tak – linia. Bez linii nie ma nic, reszta to dodatki.

A co mówi Ci najwięcej o poziomie kierowcy?

 

Dla mnie to, jak pracuje balansem samochodu i gazem. Czy prowadzi auto, czy auto prowadzi jego. Widać od razu, czy ktoś to ma, choć niektórzy potrzebują po prostu więcej czasu za kierownicą, żeby to odblokować.

 

Prócz samego procesu oceny i trudnych polskich nazwisk, co jest dla Ciebie największym wyzwaniem w pracy sędziego?

 

Najtrudniejsze są dla mnie podróże i rozłąka z rodziną. Spędzam wiele weekendów z dala od domu, co jest dla mnie naprawdę trudne. Tutaj chciałbym podziękować mojej wspaniałej żonie Angi. Bez jej wsparcia i ogromnych pokładów wyrozumiałości nie mógłbym robić tego, co kocham.

 

Co najbardziej motywuje Cię do dalszego rozwoju?

 

Motywuje mnie, gdy na koniec imprezy kierowca przychodzi i mówi „dziękuję”. To sprawia, że czujesz, że Twoja praca komuś pomogła, że robisz dobrą robotę. Motywuje mnie też to, że mogę się dalej rozwijać i pracować z ciekawymi ludźmi.

 

Które wydarzenie w Twojej karierze najbardziej Cię ukształtowało?

 

Chyba mogę powiedzieć, że to były dwa osobne momenty. Jeden megapozytywny, drugi dokładnie odwrotnie.

Ten pozytywny to na pewno mój pierwszy w życiu Toruń w Drift Open! Wszystkie możliwe pory roku i warunki pogodowe, od słońca po deszcz ze śniegiem i zacinającym wiatrem. Długopisy przymarzały nam do rąk, herbaty przewracały od wiatru, sam zresztą pamiętasz. Ale było magicznie, tutaj znowu coś mnie zaczarowało, nowi ludzie, nowe miejsce, nowe możliwości. 

 

Era, gdy cała ekipa Drift Masters startowała w Drift Open – Paweł Korpuliński, Jakub Król, Bartek Stolarski, Tobiasz Puścian… mam ciarki, gdy o tym mówię.

 

Drugi to Bukareszt. Sprawa niezwiązana zupełnie z sędziowaniem. Po prostu zrobiłem coś głupiego, co nigdy więcej się nie powtórzyło. Żałuję tego za każdym razem, gdy tam jestem. Ważna lekcja pokory.

Co robisz, by odpocząć i od wszystkiego się odkleić?

 

Jeżdżę na symulatorze, gdy uda mi się znaleźć czas. Uprawiam sporty, a moją wielką pasją są też motocykle. Lubię obserwować, jak kierowcy i teamy budują nowe samochody na sezon lub ulepszają obecne.

 

Potrzebujesz czasem przerwy od driftu?

 

Tak naprawdę nie potrzebuję przerwy od driftu, ale bywa ciężko z czasem. Poza sezonem staram się go spędzać z rodziną.

Zresztą powiem tak, kiedy kończę sezon to jestem szczęśliwy. Nie miną trzy miesiące i już nie mogę się doczekać kolejnego.

Jakie zmiany w driftingu chciałbyś zobaczyć, aby sport rozwijał się w dobrą stronę?

 

Uważam, że drifting dziś jest lepszy niż kiedykolwiek. Mam nadzieję, że w przyszłości nadal będzie miał aurę takiego “Drift Family” w padokach – wiesz, klimat w stylu rywalizacja, ale w przyjemnej atmosferze, bez wyrywania sobie części.


I oby nie było driftu elektrycznego w przyszłości!

 

Jeśli chodzi o Drift Open?

 

Drift Open to świetna organizacja, ale zawsze jest miejsce na rozwój. Robicie naprawdę dobrą robotę. Z mojej perspektywy, trzeba naprawić kilka rzeczy, uczynić livestream ciekawszym dla widzów. Przydałoby się również więcej, bardziej profesjonalnych wywiadów na żywo.

Na sam koniec powiedz mi, czy jest coś, czego nikt by się po Tobie nie spodziewał?

 

Nie wiem – może to, że grałem w piłkę nożną 12 lat, grałem w hokeja na bramce przez 7 lat, uczyłem się tańczyć salsę i mówię w czterech językach – angielskim, niemieckim, polskim i hiszpańskim. Możesz wybrać, który chcesz.

Panie i Panowie – Igor Chalka – tańczący salsę Niemiec, który gra w piłkę jak Polak, w hokeja jak Hiszpan i ledwo mówi po angielsku.

W sprawę zamieszani byli: